A co tam, pochwalić się muszę. Ostatnio wygrałam w konkursie 80 zł. Postanowiłam więc, że te pieniądze przeznaczę na siebie. Na jakieś małe przyjemności. I w taki oto sposób przed chwilą kupiłam na allegro serię trzech książek mojej ulubionej ostatnio autorki- Katarzyny Michalak. Moja miłość do tejże pisarki zrodziła się niewinnie, gdy na urodziny dostałam od koleżanki książkę pod dziwnym tytułem "Poczekajka". Książka leżała sobie na półce i zbierała kurz, bowiem nie mogłam się za czytanie zabrać. Czas znalazł się, gdy przeszłam na zwolnienie lekarskie podczas ciąży. Książkę wchłonęłam w mig. Zdobycie drugiej części nie było proste, ale chcieć to móc, więc postawiłam wszystko do góry nogami i udało się. Za kilka dni leciałam znowu do księgarni po ostatnią już część trylogii. Smutno było ją kończyć czytać, z poczuciem, że to już ostatnia.
Z racji, że moja Julka jest grzeczna, postanowiłam nadrobić książkowe zaległości.
Nie mogę się już doczekać kiedy dojdzie przesyłka i będę mogła poznać bohaterów kolejnej trylogii.
sobota, 31 grudnia 2011
piątek, 30 grudnia 2011
I po Świętach
Tegoroczne Święta były inne niż wszystkie poprzednie. Najbardziej zdałam sobie z tego sprawę, gdy przy stole wigilijnym oprócz mamy, brata i jego rodzinki, babci, cioć, wujków i kuzynów był mój MĄŻ (nadal się do tego określenia nie przyzwyczaiłam) oraz Julka- moja kochana córeczka. Przedziwne to było uczucie. Kolejnym momentem, w którym zdałam sobie sprawę z tego, że jest już inaczej, był powrót do domu. Naszego domu. Mojego, Tomka i Julki.
Święta były wyjątkowe również z tego względu, że w pierwszy dzień odbył się chrzest Julki. Nasza mała księżniczka była jak zwykle grzeczna jak aniołek. O dziwo, nie przespała uroczystości. Patrzyła szeroko otwartymi oczkami na to, co dzieje się dookoła.
Zachowania mojej teściowej w tegoroczne Święta nie będę komentować. Szkoda słów. Tak czy inaczej, tylko ona na tym straci. Od początku ani mnie, ani mojej ciąży nie akceptowała. Wszystko więc kiedyś obróci się przeciwko niej.
Dlaczego tak fantastyczne Święta trwają tak krótko? Dopiero co się zaczęły, a już się skończyły. Co więcej, nie wiem kiedy minął ten tydzień do Sylwestra. Czas za szybko biegnie... Gdy patrzę na Julkę, to nie wiem kiedy ona tak szybko urosła. Przecież dopiero co była w brzuchu, a teraz już kolejne ubranka musiałam schować, bo jakieś takie za małe, za ciasne, za krótkie się zrobiły. Przeraża mnie fakt, że moja córeczka tak szybko rośnie. I staje się coraz bardziej samodzielna. Gdy odstawię ją od piersi i przejdziemy na butelkę, to moje maleństwo praktycznie już mnie nie będzie potrzebowało. Z jednej strony miałabym więcej czasu dla siebie. Spokojnie mogłabym pojechać na basen, czy na zakupy. Ale z drugiej strony lubię tę naszą zależność od siebie. No cóż, czas się chyba pogodzić z tym, że przestaję być całym światem dla mojej córeczki. Mam nadzieję, że nie będę jedną z tych matek, które nie pozwalają mieć dzieciom własnego życia i we wszystko wtykają swoje trzy grosze. Jest dla mnie nadzieja, ponieważ moja mama to chodzący ideał. Tak, tak. nie żartuję. Ona nigdy mnie nie ograniczała, pozwalała żyć własnym życiem, popełniać błędy, a kiedy się sparzyłam- przygarnęła, pocieszyła i starała się nie wytykać "a nie mówiłam". Mamuś, kocham Cię i chcę być taką mamą, jaką Ty jesteś dla mnie.
Święta były wyjątkowe również z tego względu, że w pierwszy dzień odbył się chrzest Julki. Nasza mała księżniczka była jak zwykle grzeczna jak aniołek. O dziwo, nie przespała uroczystości. Patrzyła szeroko otwartymi oczkami na to, co dzieje się dookoła.
Zachowania mojej teściowej w tegoroczne Święta nie będę komentować. Szkoda słów. Tak czy inaczej, tylko ona na tym straci. Od początku ani mnie, ani mojej ciąży nie akceptowała. Wszystko więc kiedyś obróci się przeciwko niej.
Dlaczego tak fantastyczne Święta trwają tak krótko? Dopiero co się zaczęły, a już się skończyły. Co więcej, nie wiem kiedy minął ten tydzień do Sylwestra. Czas za szybko biegnie... Gdy patrzę na Julkę, to nie wiem kiedy ona tak szybko urosła. Przecież dopiero co była w brzuchu, a teraz już kolejne ubranka musiałam schować, bo jakieś takie za małe, za ciasne, za krótkie się zrobiły. Przeraża mnie fakt, że moja córeczka tak szybko rośnie. I staje się coraz bardziej samodzielna. Gdy odstawię ją od piersi i przejdziemy na butelkę, to moje maleństwo praktycznie już mnie nie będzie potrzebowało. Z jednej strony miałabym więcej czasu dla siebie. Spokojnie mogłabym pojechać na basen, czy na zakupy. Ale z drugiej strony lubię tę naszą zależność od siebie. No cóż, czas się chyba pogodzić z tym, że przestaję być całym światem dla mojej córeczki. Mam nadzieję, że nie będę jedną z tych matek, które nie pozwalają mieć dzieciom własnego życia i we wszystko wtykają swoje trzy grosze. Jest dla mnie nadzieja, ponieważ moja mama to chodzący ideał. Tak, tak. nie żartuję. Ona nigdy mnie nie ograniczała, pozwalała żyć własnym życiem, popełniać błędy, a kiedy się sparzyłam- przygarnęła, pocieszyła i starała się nie wytykać "a nie mówiłam". Mamuś, kocham Cię i chcę być taką mamą, jaką Ty jesteś dla mnie.
sobota, 24 grudnia 2011
Wesołych Świąt !!!
Będzie krótko, bo czas ucieka, a wypadałoby się jakoś ogarnąć na tę uroczystą kolację.
Wszystkim stałym bywalcom, czytelnikom i podglądaczom mojego brudnopisu życzę
Wszystkim stałym bywalcom, czytelnikom i podglądaczom mojego brudnopisu życzę
Radosnych Świąt pełnych miłości. Niech się spełnią WSZYSTKIE Wasze marzenia.
piątek, 23 grudnia 2011
W przedświątecznej gorączce
Zarobiona jestem, że tak się wyrażę. Niby na Święta wyjeżdżamy i w domu nas nie będzie, a mimo to cały dzień dzisiaj coś robiłam. A to sprzątałam, a to gotowałam (bo przecież coś jeść trzeba), a to piekłam i tak na zmianę.
Z jedzeniem nie szalałam. Skoro w domu będziemy tylko na śniadaniach, to ograniczyliśmy się tylko do sałatki i galarety z kurczakiem. Mieszkanie wysprzątaliśmy, bo tak jakoś przyjemniej. Ciast dzisiaj upiekłam sztuk 3 i babeczki- sztuk 36. Jedno ciasto obiecałam babci, więc je jutro zabieram na Wigilię, a reszta będzie na chrzest Julki. W menu restauracji ciast nie było, więc musiałam się sama za to zabrać. A że piec lubię, więc kein problem :))
Choineczka w tym roku wcześniej niż zwykle cieszy moje oczy. Zazwyczaj zielone drzewko stroiłam 23 grudnia. Tym razem dekorowanie mieszkania zarządziłam wcześniej ze względu na Julkę. Nie chciałam robić nic w pośpiechu. Dzieciątko moje zachwycone jest choinką i lampkami. Tegoroczne drzewko jest nie tylko Julki pierwszym w życiu, ale i pierwszym w naszym małżeńskim. Dziwnie tak się stroiło choinkę z Tomkiem. Życzę sobie i Jemu, abyśmy jeszcze wiele takich choinek wspólnie ustroili.
Wczoraj byliśmy z Julką na szczepieniu oraz na ogólnych oględzinach u pani doktor.
Julka wczoraj skończyła 3 miesiące, waży 6,095 kg, 62 cm wzrostu. Szczepienia przyjęła dzielnie (w przeciwieństwie do tatusia, który nie mógł na to patrzeć i wyszedł). Okazało się również, że wciąż coś Julkę uczula i powinnam odstawić cały nabiał. Ale to po Świętach.
Z jedzeniem nie szalałam. Skoro w domu będziemy tylko na śniadaniach, to ograniczyliśmy się tylko do sałatki i galarety z kurczakiem. Mieszkanie wysprzątaliśmy, bo tak jakoś przyjemniej. Ciast dzisiaj upiekłam sztuk 3 i babeczki- sztuk 36. Jedno ciasto obiecałam babci, więc je jutro zabieram na Wigilię, a reszta będzie na chrzest Julki. W menu restauracji ciast nie było, więc musiałam się sama za to zabrać. A że piec lubię, więc kein problem :))
Choineczka w tym roku wcześniej niż zwykle cieszy moje oczy. Zazwyczaj zielone drzewko stroiłam 23 grudnia. Tym razem dekorowanie mieszkania zarządziłam wcześniej ze względu na Julkę. Nie chciałam robić nic w pośpiechu. Dzieciątko moje zachwycone jest choinką i lampkami. Tegoroczne drzewko jest nie tylko Julki pierwszym w życiu, ale i pierwszym w naszym małżeńskim. Dziwnie tak się stroiło choinkę z Tomkiem. Życzę sobie i Jemu, abyśmy jeszcze wiele takich choinek wspólnie ustroili.
Wczoraj byliśmy z Julką na szczepieniu oraz na ogólnych oględzinach u pani doktor.
Julka wczoraj skończyła 3 miesiące, waży 6,095 kg, 62 cm wzrostu. Szczepienia przyjęła dzielnie (w przeciwieństwie do tatusia, który nie mógł na to patrzeć i wyszedł). Okazało się również, że wciąż coś Julkę uczula i powinnam odstawić cały nabiał. Ale to po Świętach.
piątek, 16 grudnia 2011
Delegacja-sracja
Nie lubię jak Tomek wyjeżdża w delegacje. Nie znoszę tego!
Gdy byłam w ciąży, za każdym razem gdy mój mąż wyjeżdżał zawsze coś się działo- a to źle się czułam, a to zaczęłam krwawić itd. Dlatego też, gdy zbliżała się data porodu, Tomek nigdzie nie wyjeżdżał, bo na bank bym urodziła właśnie pod jego nieobecność. A przecież mieliśmy rodzić razem.
Od kiedy Julka jest na świecie, Tomek bardzo często nie może wrócić z delegacji. Wiecznie trafia na złą pogodę i już nie raz odwoływano Jego lot. Dziś nie jest inaczej. Mój mąż utknął na warszawskim lotnisku. A my czekamy... Nie lubię spać sama... Nie lubię być sama w domu. Mam nadzieję, że Tomek w końcu wróci spokojnie do domu. Zwłaszcza, że dzisiaj rano jak się żegnaliśmy, jakieś głupie myśli przeszły mi po głowie.
Oby szczęśliwie wrócił do domu....
Gdy byłam w ciąży, za każdym razem gdy mój mąż wyjeżdżał zawsze coś się działo- a to źle się czułam, a to zaczęłam krwawić itd. Dlatego też, gdy zbliżała się data porodu, Tomek nigdzie nie wyjeżdżał, bo na bank bym urodziła właśnie pod jego nieobecność. A przecież mieliśmy rodzić razem.
Od kiedy Julka jest na świecie, Tomek bardzo często nie może wrócić z delegacji. Wiecznie trafia na złą pogodę i już nie raz odwoływano Jego lot. Dziś nie jest inaczej. Mój mąż utknął na warszawskim lotnisku. A my czekamy... Nie lubię spać sama... Nie lubię być sama w domu. Mam nadzieję, że Tomek w końcu wróci spokojnie do domu. Zwłaszcza, że dzisiaj rano jak się żegnaliśmy, jakieś głupie myśli przeszły mi po głowie.
Oby szczęśliwie wrócił do domu....
czwartek, 15 grudnia 2011
Wracamy do życia
Trochę się bałam dzisiejszego dnia, a dokładniej tego co usłyszę od ortopedy. Na samym wstępie lekarz zaznaczył, że dysplazja była bardzo mocna i prawdopodobnie będzie trzeba jeszcze się pomęczyć z szyną. Tym stwierdzenie podciął mi skrzydła i zmieszał z błotem moją nadzieję.Po czym wykonał badanie i oznajmił, że to wręcz niewiarygodne, ale dysplazja została wyleczona. Stawy biodrowe wyglądają rewelacyjnie i możemy pożegnać się z szyną. Julkowe bioderka są WYLECZONE ! :))
Lekarz zalecił, aby zakładać szynę na noc jeszcze przez jakieś 3 tygodnie.
Teraz możemy znowu z Julką zacząć spacery, zakupy i poznawanie okolicy. Miła świadomość, że już nie będziemy zamknięte same w domu :)) Piękny prezent na Święta :))
środa, 14 grudnia 2011
Jutro sądny dzień, a teściowa kopie dołki
Jutro nastąpi chwila prawdy- dowiemy się czy możemy pożegnać się już z szyną. Trochę się boję tego USG... Boję się, że mogę usłyszeć, iż szyna niezbędna będzie jeszcze przez kolejnych 6 tygodni. Julce pewnie nie zrobi to wielkiej różnicy, ponieważ przyzwyczaiła się do badziewia. Dla mnie oznaczałoby to, że przez kolejne 1,5 miesiąca będę uziemiona.
Teściowa poinformowała całą rodzinę o moim haniebnym zachowaniu. Informacje niestety trafiały mocno przekształcone, a moje słowa wyrwane z kontekstu. Jest mi przykro. Nawet moja szwagierka (która była jeszcze najnormalniesza) ustawiła się przeciwko. Że też sobie taką rodzinę wybrałam ! Eh... przynajmniej męża mam kochanego. Po całej aferze, nie wiadomo czy teściowa przyjedzie na chrzest Julki, który zaplanowaliśmy na 25 grudnia. Jeśli nie zaszczyci uroczystości swoją osobą, to następnego dnia będzie mocno zważona atmosfera. A ja nie omieszkam jej tego wytknąć.
Teściowa poinformowała całą rodzinę o moim haniebnym zachowaniu. Informacje niestety trafiały mocno przekształcone, a moje słowa wyrwane z kontekstu. Jest mi przykro. Nawet moja szwagierka (która była jeszcze najnormalniesza) ustawiła się przeciwko. Że też sobie taką rodzinę wybrałam ! Eh... przynajmniej męża mam kochanego. Po całej aferze, nie wiadomo czy teściowa przyjedzie na chrzest Julki, który zaplanowaliśmy na 25 grudnia. Jeśli nie zaszczyci uroczystości swoją osobą, to następnego dnia będzie mocno zważona atmosfera. A ja nie omieszkam jej tego wytknąć.
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Bilans pociążowy z teściową w tle
Martwiłam się, że szybko nie będę mogła "wskoczyć" w swoje stare jeansy sprzed ciąży. W końcu w ciągu 9 miesięcy przytyłam aż 18 kilogramów. A żeby było ciekawiej miałam tylko WIEEEEELKI brzuch. Reszta była w normie. Nie minęły jeszcze trzy miesiące, a już moja waga całkiem nieźle spadła. W zasadzie to już jestem zadowolona- 54 kg przy moim wzroście to świetny wynik. Wchodzę w swoje dawne ciuchy. Skóra brzucha jest jeszcze trochę sflaczała, no ale nie wymagajmy zbyt wiele w tak krótkim czasie. Rozstępów brak, natomiast przybyło kilka pajączków. Włosy zaczęły wypadać mi jak szalone, ale mam nadzieję, że to tylko przejściowy powrót hormonów na właściwe tory.
Julka rośnie jak na drożdżach, rozpoznaje twarze, śmieje się (bez przerwy), śpi całą noc, rano lubi ze mną leniuchować, uwielbia "rozmawiać" ze swoimi zwierzakami zawieszonymi na karuzeli oraz zaczyna bawić się grzechotką. Z zainteresowaniem również ogląda swoje czarno-białe książeczki.
W czwartek jedziemy na kolejne USG bioderek. Mam cichą nadzieję, że tego dnia pożegnamy się już z szyną. Wiem, że nie powinnam się zbytnio na to nastawiać, by potem nie przeżyć rozczarowania, ale na samą myśl o tym, że miałabym być uziemiona przez kolejne 6 tygodni, robi mi się słabo. Wiara czyni cuda, a więc skupiam całą swoją wiarę właśnie na to. Efekty szyny widać już gołym okiem. Mam nadzieję, że jest już tak jak powinno być.
W sobotę odwiedziła nas teściowa. Moja teściowa. Kobieta, która za mną nie przepada i tylko szuka zaczepki. Ja niestety (albo stety) mam swoje zdanie, które z łatwością wyrażam. Nie pozwolę nikomu maczać palców w moim małżeństwie, ani decydować za mnie. Jestem już dużą dziewczynką i potrafię spić piankę z naważonego piwa. SAMA. Teściowa ma jednak zawsze inne zdanie niż ja. Standard. Jak ja mówię, że coś jest białe, ona że czarne. Jak później przyznam, że czarne, to ona stwierdzi, że białe. I tak jest z wszystkim.
Tym razem kobieta trochę "przegięła". Doszło między nami do bardzo, ale to bardzo ostrej wymiany zdań. Tomek stanął po mojej stronie (na szczęście dla niego). Ale też taka była prawda. Moje małżeństwo to Tomek i ja, a nie Tomek, ja i teściowa. Ona jednak uważa inaczej. Próbowałam ją jakoś wyprowadzić z błędu ale na darmo. Nie liczę zbytnio na to, że coś zrozumiała z tej rozmowy i że jakieś wnioski wyciągnie. Obgadała mnie już przed resztą Tomka rodziny, że jak to ja mogę mieć swoje zdanie. A mi to ZWISA. Kompletnie. Mam tylko nadzieję, że nie uda jej się poróżnić mnie z Tomkiem. Kocham mojego męża. Mimo że paskudny charakterek Jego mamy poznałam już przed ślubem i tak postanowiłam zostać żoną Tomka. Oby teściowa nie zniszczyła tego co wspólnie z Tomkiem zbudowaliśmy.
Może ktoś zna jakiś sposób na wredną teściową? Oddam ją (niekoniecznie w dobre ręce) ZA DARMO :))
Julka rośnie jak na drożdżach, rozpoznaje twarze, śmieje się (bez przerwy), śpi całą noc, rano lubi ze mną leniuchować, uwielbia "rozmawiać" ze swoimi zwierzakami zawieszonymi na karuzeli oraz zaczyna bawić się grzechotką. Z zainteresowaniem również ogląda swoje czarno-białe książeczki.
W czwartek jedziemy na kolejne USG bioderek. Mam cichą nadzieję, że tego dnia pożegnamy się już z szyną. Wiem, że nie powinnam się zbytnio na to nastawiać, by potem nie przeżyć rozczarowania, ale na samą myśl o tym, że miałabym być uziemiona przez kolejne 6 tygodni, robi mi się słabo. Wiara czyni cuda, a więc skupiam całą swoją wiarę właśnie na to. Efekty szyny widać już gołym okiem. Mam nadzieję, że jest już tak jak powinno być.
W sobotę odwiedziła nas teściowa. Moja teściowa. Kobieta, która za mną nie przepada i tylko szuka zaczepki. Ja niestety (albo stety) mam swoje zdanie, które z łatwością wyrażam. Nie pozwolę nikomu maczać palców w moim małżeństwie, ani decydować za mnie. Jestem już dużą dziewczynką i potrafię spić piankę z naważonego piwa. SAMA. Teściowa ma jednak zawsze inne zdanie niż ja. Standard. Jak ja mówię, że coś jest białe, ona że czarne. Jak później przyznam, że czarne, to ona stwierdzi, że białe. I tak jest z wszystkim.
Tym razem kobieta trochę "przegięła". Doszło między nami do bardzo, ale to bardzo ostrej wymiany zdań. Tomek stanął po mojej stronie (na szczęście dla niego). Ale też taka była prawda. Moje małżeństwo to Tomek i ja, a nie Tomek, ja i teściowa. Ona jednak uważa inaczej. Próbowałam ją jakoś wyprowadzić z błędu ale na darmo. Nie liczę zbytnio na to, że coś zrozumiała z tej rozmowy i że jakieś wnioski wyciągnie. Obgadała mnie już przed resztą Tomka rodziny, że jak to ja mogę mieć swoje zdanie. A mi to ZWISA. Kompletnie. Mam tylko nadzieję, że nie uda jej się poróżnić mnie z Tomkiem. Kocham mojego męża. Mimo że paskudny charakterek Jego mamy poznałam już przed ślubem i tak postanowiłam zostać żoną Tomka. Oby teściowa nie zniszczyła tego co wspólnie z Tomkiem zbudowaliśmy.
Może ktoś zna jakiś sposób na wredną teściową? Oddam ją (niekoniecznie w dobre ręce) ZA DARMO :))
piątek, 9 grudnia 2011
Biała armia
Nowy dzień, nowy nastrój, nowa siła. Dziękuję wszystkim za słowa otuchy i wsparcie. Gromadziło się we mnie już od jakiegoś czasu i narastało, aż w końcu musiało kiedyś wybuchnąć. A że najlepiej wychodzi oczami, to też się popłakałam, a potem postawiłam samą siebie do pionu. Jest dobrze :))
Ostatnio polubiłam siedzenie w kuchni. Serio. Piec zawsze lubiłam (nie wiedzieć po kim). Spod mojej ręki ciasta "wychodziły" bardzo szybko. Jak tylko moja mama zauważyła, że sprawia mi to przyjemność, a jednocześnie (nieskromnie mówiąc) bardzo smacznie, to sama piec przestała i obowiązkiem raczyła mnie obdarzyć. Szokujący jest jednak fakt, że zaczęłam lubić dotąd znienawidzone gotowanie. Co rusz wynajduję jakieś ciekawe przepisy i odważnie ich próbuję. Zamiłowanie do słodkości i pieczenia bierze jednak górę.
Dzisiaj postanowiłam upiec cupcakes, czy jak kto woli muffinki lub babeczki. Pyszne cynamonowe ciasto i waniliowy krem- mmm... REWELACJA.
Moją kuchnie oblega cała armia Rudolfików.
czwartek, 8 grudnia 2011
...
Pisała.... Skasowałam.... Znowu pisałam... i znowu skasowałam.
Marudzenie i użalanie się nad sobą nic nie pomoże.
Czuję, że zamykam się w sobie.
Coraz mniej rozmawiamy z Tomkiem.
Po prostu czuję się do dupy....
I czuję się cholernie samotna.
Marudzenie i użalanie się nad sobą nic nie pomoże.
Czuję, że zamykam się w sobie.
Coraz mniej rozmawiamy z Tomkiem.
Po prostu czuję się do dupy....
I czuję się cholernie samotna.
wtorek, 6 grudnia 2011
W piernikowym transie
Pierwsza partia pierników została zjedzona. I to z ogromnym smakiem. Musiałam więc przystąpić do pieczenia kolejnych (które pewnie też nie wytrwają do Świąt). Trudno. Jak nie te, to następne, a jak nie, to piec będę do skutku. Aż do Świąt.
Serduszka są trochę niekształtne, ale tylko takie foremki udało mi się "upolować" z maminej kuchni, bo swoich się jeszcze nie dorobiłam. Biorę udział w konkursie, w którym można wygrać właśnie foremki do ciasteczek, więc może już niedługo będę miała własne. Kształtne :)
Podczas gdy ja bawię się w kuchni mąką, lukrem i foremkami, moje złote dziecko rozmawia ze swoimi zabaweczkami. Rozmowy te są tak wciągające, że Julka zapomina o bożym świecie. Odgłosy jakie wydaje Julka są tak zabawne, że czasami z Tomkiem nie wytrzymujemy i śmiejemy się w głos. Nasze maleństwo przechodzi właśnie okres wycia. Próbowałam nagrać je, ale co tylko włączam kamerę, Julka od razu milknie. Kiedyś usłyszałam, że dzieci nie są pokazowe. Teraz stwierdzam, że to prawda :)
czwartek, 1 grudnia 2011
Pierniki najlepiej smakują przed świętami
Święta tuż, tuż, więc czas zacząć akcję piernikową. Tak się oddałam wycinaniu pierniczków i ich ozdabianiu, że o Bożym świecie zapomniałam. Oczywiście razem z Tomkiem już wczoraj urządziliśmy oficjalną ich degustację, bowiem jak wiadomo wszem i wobec ciasteczka i pierniczki robione na świąteczne dni, najlepiej smakują przed świętami. Będąc dzieckiem ukradkiem uprowadzałam z pudełka świąteczne ciastka. Babcia była odrobinę łaskawsza i można było oficjalnie posmakować tych kolorowych rarytasów. Ja postanowiłam się temu wszystkiemu sprzeciwić i nie mam zamiaru czekać na konsumowanie moich pierniczków do świąt. Najwyżej moje linia produkcyjna będzie trwała, aż do 24 grudnia. Co mi tam, wszak to przyjemne zajęcie jest.
A oto wynik mojej pracy
A oto wynik mojej pracy
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















